Czy wyborcy i konsumenci mają jeszcze wolną wolę? Giganci internetu manipulują nami, byśmy wybrali to, czego sobie życzą

Fot. Pixabay.com

Magdalena Kuźmiuk

Kamil Stępniak, doktorant na wydziale prawa Uniwersytetu w Białymstoku, opowiada, jak giganci internetu mogą wpływać na nasze zachowania wyborcze.

W najnowszym numerze "Przeglądu prawa konstytucyjnego" ukazał się pana artykuł dotyczący algorytmów priorytetyzujących w świetle zasady wolnych wyborów. Przedmiotem pana badań były algorytmy wykorzystywane przez np. Googla czy Facebook i ich wpływ na nasze decyzje. Doszedł pan do konkluzji, że takie działanie może nie pozostać bez wpływu na wynik zbliżających się wyborów parlamentarnych.

Niewątpliwie. Tutaj jest problem z transparentnością tych firm. O ile nie możemy się dziwić temu, że one nie chcą udostępniać algorytmów, które kreują ich treści do publicznej wiadomości, o tyle powinny być udostępniane chociaż główne założenia, które pozwolą na weryfikację tego, w jaki sposób takie algorytmy działają. Może się zdarzyć taka sytuacja, że któraś z firm tzw. imperium GAFA, czyli Google, Amazon, Facebook, Apple, kierując się jakimiś swoimi partykularnymi interesami, będzie chciała tak przemodelować algorytm, który odpowiada za to, że danemu użytkownikowi będzie wyświetlana tylko i wyłącznie treść pożądana w tym momencie np. przez Facebooka, do tego, żeby np. ukierunkować go pod kątem wyborczym. To jest ważne w kontekście zasady wolnych wyborów, która akurat w polskiej konstytucji wprost nie jest wyrażona. Natomiast przedstawiciele doktryny dosyć mocno sformułowali tę treść, m.in. prof. Grzegorz Kryszeń pisze o tym, że zasada wolnych wyborów obejmuje swoim przedmiotowym zakresem to, żeby człowiek mógł podjąć nieskrępowany wybór na podstawie relewantnych przesłanek. Rodzi się pytanie: czy zasada wolnych wyborów nie jest naruszana przez Imperium GAFA pod tym względem, że człowiek, korzystając z produktów tych firm, nie może wykreować rzeczywistego obrazu i tego, jakiego wyboru chciałby dokonać.

Chodzi np. o to, że danemu użytkownikowi internetu będą się wyświetlały tylko reklamy wyborcze jednej czy dwóch partii?

Dokładnie tak. Istnieje ryzyko, że będzie on tkwił w bańce informacyjnej i nie będzie w stanie podjąć wolnego wyboru. Dlaczego? Na pewno dzieje się tak w kontekście reklam plików "cookies" i podobnych algorytmów, które szeregują danego użytkownika do danej treści. Jeżeli nasz komputer wykryje, że interesujemy się partią A lub B, to na pewno przed wyborami będą nam wyświetlane przede wszystkim treści wyborcze tych partii, ponieważ pliki "cookie" działające na naszym telefonie czy komputerze tak nas zaszeregują. Druga sytuacja, jaka się może się zdarzyć, jest taka, że bez informowania użytkowników, że to jest reklama czy treść specjalnie dobrana, Facebook czy Google może zakłócać dostęp do jednych treści, a ułatwiać dostęp do innych. Może dojść do sytuacji, że łatwiej nam będzie dotrzeć do partii A, bądź nieświadomie cały czas te informacje są nam podawane i będzie nam to utrudniało dokonanie wyboru przed elekcją. To jest ważne w kontekście wyborców mniej świadomych, którzy w swoich wyborach nie kierują się do końca pogłębioną analizą przed wyborami, tym, która z partii może im coś ewentualnie zaoferować, a kierują się w swoich wyborach pierwszym odczuciem. Noblista Daniel Kahneman - psycholog i ekonomista - napisał na ten temat książkę. Człowiek ma w umyśle dwa systemy. Pierwszy system odpowiadający za ruchy warunkowe, ale nie pogłębioną analizę, często też odpowiada za wybory. Jeżeli Facebook używa efektu torowania do tego, że nam pokazuje tylko jedną treść wyborczą, a my nie mamy na ten temat świadomości, to może się tak zdarzyć, że podejmiemy decyzję na podstawie tego przekazu, który jest nam wyświetlany. I tu jest zagrożenie.

Dobrze, ale jaki interes będą mieli giganci jak Facebook czy Google, by wyświetlać tylko dane treści, których my podświadomie szukamy czy nam odpowiadają?

Należy na to patrzeć dwojako. Tak się dzieje przez to, że te algorytmy są po prostu tak stworzone, żeby tak dobierać nam treści - być może bardziej te konsumenckie niż wyborcze - bez interesu imperium GAFA. Druga - bardziej groźna - sytuacja jest taka, że np. Facebook może robić to celowo, nie udostępniając nikomu takich algorytmów w celu uzyskania swoich interesów, np. wykreowania wyników wyborów, przychylnych dla siebie rozwiązań, wiedząc np. że dany polityk umożliwi im zwolnienie z podatków. Teoretycznie Facebook może wpłynąć na to, że w szczególności niezdecydowaną część społeczeństwa - która tak naprawdę w wyborach decyduje - zachęcić do pójścia na wybory i wybrania danego ugrupowania politycznego. Nie mam przekonania co do tego, że to by się działo w stosunku do wyborów w Polsce, bo na tle Europy, świata, nie jesteśmy krajem, który interesowałby to imperium. Ale już w kontekście wyborów amerykańskich istnieje duże zagrożenie, że imperium GAFA może w nie ingerować, ponieważ tam te firmy są zarejestrowane, tam mają swój kapitał.

Pisał pan, że takie działanie nie jest w świetle prawa nielegalne, ale należy je rozpatrywać pod względem moralności.

Technologia zawsze będzie o krok przed prawem. Można wywieść z norm konstytucyjnych jakieś zasady, które by mogły zostać naruszone poprzez takie działanie Facebooka czy Googla, natomiast byłoby to bardzo ciężkie do udowodnienia. To jest najpilniej strzeżona tajemnica tych przedsiębiorstw. Natomiast możemy tu mówić o odpowiedzialności moralnej i apelowaniu do przedstawicieli tych firm, żeby oni zaczęli działać transparentnie. Niech wprowadzą zabezpieczenia, żebyśmy mieli pewność co do tego, że oni nie chcą kreować rzeczywistości politycznej, konsumenckiej.

Czy my, jako użytkownicy internetu, social mediów, możemy w jakiś sposób uchronić się przed taką próbą zmanipulowania?

Wydaje się, że najprostszym sposobem jest używanie kart prywatnych, czyszczenie historii przeglądania, usuwanie plików "cookie", natomiast nie zawsze to będzie działało. Innym sposobem może być korzystanie z wielu źródeł. Poza tym czytanie, edukowanie się, korzystanie nie tylko z internetu, ale też z innych środków przekazu. Jeśli już korzystamy z internetu, to z różnych przeglądarek. To może nas uchronić przed zamknięciem w bańce informacyjnej, która się wydaje niebezpieczna. Można próbować, ale 100-procentowego sposobu na uchronienie się przed wpływem imperium GAFA na życie człowieka nie ma, gdyż to jest tak postępująca technologia i tak często z niej korzystamy, że wydaje się, że to będzie się rozrastać.

Podejrzewam, że przeciętny Kowalski nie ma takiej świadomości, że istnieje coś takiego jak algorytm, że Facebook czy Google podrzuca mu treści. Użytkownik myśli, że skoro najwięcej widzę reklam partii A czy partii B, to pewnie ta partia ich najwięcej wykupiła.

Oczywiście, że tak. Źródłem do tego, żeby zrozumieć problem i jemu zapobiegać, jest to, żeby o tym głośno mówić. Że wyświetlane nam przez Facebooka reklamy to nie jest przypadek. One są dostosowane do naszych potrzeb. Zmienił się format stosowania reklamy - to zrobił Google. Do tej pory reklamodawca nadawał reklamę i czekał na odbiór społeczny, natomiast Google odwrócił ten mechanizm: to użytkownik najpierw nadaje treść, jakiej szuka, a dopiero do tej treści są dostosowywane reklamy. Jeżeli nie będziemy o tym mówić, że są algorytmy, które nas śledzą, szeregują, zapisują naszą historię wyszukiwań i tego co robimy w internecie, dostosowując do tego treść, to właściwe cały czas będziemy żyli w nieświadomym społeczeństwie. To rola mediów, naukowców. Trzeba wspólnymi siłami mówić o tym, że wolne wybory mogą być zagrożone za pośrednictwem nowoczesnych technologii i tego, że każdy z nas ma swoje alter ego w sieci, które niewidzialnie za nami podąża i które tak na dobrą sprawę jest naszym odbiciem jak w lustrze i wszystko można o nas wyczytać. To jest potężne narzędzie w rękach marketerów, którzy na podstawie danych, które mają na nasz temat, kierują do nas treści, żeby nas do czegoś przekonać. Trzeba tę świadomość szerzyć i utrwalać, bo wtedy inaczej będziemy kreować swoje wybory.

Dla mnie to brzmi niebezpiecznie. Jednocześnie z tyłu głowy pojawia się przekonanie, że za tym idą ogromne pieniądze i korzyści dla konkretnych osób.

Pytanie: kto daje te pieniądze, na co i w jakim celu? Chciałbym wierzyć, że partie polityczne w tym nie uczestniczą. Nie ma na to dowodów, tak samo jak nie ma dowodów na to, że uczestniczą. Jeżeli oderwiemy się od kontekstu wolnych wyborów i wyborów w ogóle, to pieniądze, które dostają firmy za przekazywanie do nas treści reklamowych, są niewyobrażalne. To są po prostu efektywne narzędzia, które pozwalają bardzo efektywnie sprzedawać i co za tym idzie - ludzie są w stanie inwestować duże pieniądze, bo jeszcze większy mają z tego zwrot.

Wracając do wyborów. Mówi pan o niezdecydowanych wyborcach, którzy mogą być użytkowaniami Facebooka i oni właśnie na tym portalu zobaczą kilka razy czyjąś twarz, spodoba im się hasło czy spot wyborczy, banner będzie optymistyczny. Ale mało która z tych osób zajrzy do programu danej partii, pójdzie na spotkanie wyborcze. Co stoi na przeszkodzie, aby wyborcy bardziej świadomie podejmowali decyzje?

Nie można mieć pretensji do wyborów, że oni nie są w stanie profesjonalnie podejść do wyborów. Czytanie programów czy odwiedzanie konwencji wyborczych zajęłoby zbyt dużo czasu. Po drugie: pojęcia lewicy i prawicy to pojęcia ukute w XIX wieku i wydaje się, że do polskiej rzeczywistości politycznej one nie mają w ogóle zastosowania. Jeżeli weźmiemy programy partii od lewa do prawa w Polsce, to okazuje się, że w 75 procentach w podstawowych założeniach one się od siebie nie różnią. Ludzie mogą mieć i mają problemy z rozróżnieniem lewicy od prawicy, partii konserwatywnej od liberalnej, bo to się wszystko ze sobą zaczyna w jakiś sposób mieszać. Wracając do pytania, trudno jest podjąć świadomy wybór. W psychologii jest mowa o efekcie torowania, który wskazuje na to, że jeżeli człowiekowi - nawet przez chwilę - jest pokazywana nawet luźna informacja przed podjęciem przez niego jakiegoś wyboru, to idąc np. na wybory, jest w stanie przechylić szalę i zagłosować na partię, o której luźną informację widział. Umówmy się: większość wyborców kieruje się medialnym przekazem, nie zagłębiając się. Natomiast wydaje się, że tylko i wyłącznie szukanie informacji ze sprawdzonych źródeł mogłoby dać obiektywny obraz. To jest trudne. Dlatego w tej świadomości wyborczej bardzo niebezpiecznym zjawiskiem jest niewątpliwie to, że imperium GAFA chce nas zmanipulować tak, żebyśmy dokonali wyborów w ten sposób, jak oni by sobie tego życzyli.

Mówi pan: technologia zawsze będzie wyprzedzała prawo. Czy w związku z tym nie da się wprowadzić w prawie zmian, skoro nie nadąża za współczesnością, które pozwalałoby na wyciąganie konsekwencji wobec gigantów?

Oczywiście, ale już widzę dwie przeszkody. Pierwszą jest to, że zanim takie prawo zostanie uchwalone, będzie przyjęte, ogłoszone i zacznie obowiązywać, to prawdopodobnie już będzie przestarzałe, bo zostaną zmienione mechanizmy. To przypomina trochę walkę z dopalaczami. Zanim legislator przyjął nową ustawę dotyczącą dopalaczy, okazało się, że zmienione zostały składy tych substancji i mogły nadal funkcjonować. Druga rzecz: większość tych firm ma swoją siedzibę w Ameryce i podlega pod jurysdykcję lokalnych sądów i w Polsce mielibyśmy trudność z egzekwowaniem odpowiedzialności. W grę musiałyby wchodzić normy prawa międzynarodowego, a żeby ono zaczęło obowiązywać, potrzebna jest zgoda wielu stron, jednomyślność i chęć uchwalenia takiego prawa. A to - wydaje się - będzie ciężkie do uzyskania. Nawet jeśli podejmowane są próby uregulowania tych kwestii, to wpływy gigantów technologicznych są na tyle duże - także w świecie polityki - że może się okazać tak, że nie znajdzie się chętny polityk, a jeśli się znajdzie to szybko zrezygnuje. Nie będzie mu się opłacało politycznie, finansowo, żeby w jakiś sposób starać się wpływać na Facebooka czy Google. Dlatego cała afera z Cambridge Analyticą - firmą, która bazując na danych Facebooka, podsuwała raporty partiom politycznym, które kierowały do danych grup społecznych swoją reklamę - była o tyle łatwa do udowodnienia, że firma nie kryła się ze swoją działalnością. Transparentnie i dosyć długo mówili, że tym się zajmują i wygramy dla ciebie wybory. Dzięki nim przegłosowano Brexit, a wybory prezydenckie w Ameryce wygrał Donald Trump.

W swojej pracy dotknął pan także zjawiska, o którym w ostatnich latach jest bardzo głośno. Myślę o hejcie. Czy rzeczywiście jest pan zdania, imperium GAFA stoi za podziałem społeczeństwa?

Hejt i jego rozprzestrzenianie nie jest celowym działaniem Facebooka czy innych mediów społecznościowych. Wydaje się, że jest to też kwestia tego, że dzięki nim każdy może być nadawcą jakiej treści, co kiedyś było nie do pomyślenia. To po pierwsze. A po drugie: czujemy się anonimowi i bezkarni. W związku z czym jest nam łatwo kreować jakieś opinie, których komuś w twarz byśmy nie powiedzieli. Przez to też wydaje się właśnie, że w jakiś sposób odpowiedzialność Facebooka leży tylko i wyłącznie w tym, że takie komentarze nie są blokowane, ale trzeba w tym miejscu przyznać, że są opracowywane algorytmy na Facebooku, które samodzielnie będą blokowały treści hejterskie. Oczywiście, za chwilę na pewno zacznie się dyskusja na temat wolności słowa. Wydaje się, że skoro każdy może być nadawcą takiego komunikatu w internecie, to łatwo jest kreować opinie. Widać w tym frustrację społeczną. Podsycają to partie polityczne, które wprowadzają w społeczeństwie antagonizację i w myśl rzymskiej zasady: "dziel i rządź", starają się podzielić społeczeństwo tak (i mowa tu o wszystkich partiach politycznych), żeby jak największy kawałek tortu dla siebie ukroić. Natomiast nie zwraca się uwagi na społeczne oddziaływanie takiej działalności. Partie próbują zwiększyć swój wynik wyborczy, a dzieje się tak, że społeczeństwo jest zantagonizowane.

Wywiad ukazał się w gazecie "Polska Times" 7 października 2019 r., tydzień przed wyborami parlamentarnymi.

Żłobki tylko dla szczepionych

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie