Nie tylko antyszczepionkowcy. Ruchy antynaukowe rosną w siłę. Uczeni ostrzegają

fot. Marek Szawdyn

Katarzyna Stańko

Dlaczego w czasach łatwego dostępu do wiedzy i największej w historii liczby osób posiadających wyższe wykształcenie jest coraz więcej ruchów antynaukowych podważających powszechnie przyjęte ustalenia? Naukowcy wskazują mechanizmy i przyczyny tego zjawiska, które można już określić jako społecznie niebezpieczne.

Szczepionki powodują autyzm, a nawet śmierć, GMO zabija na raty, ziemia jest płaska, a w prestiżowym centrum badawczym nad cząstkami elementarnymi CERN w Szwajcarii prowadzone są badania nad sterowaniem ludzkim mózgiem w celu władania światem i jego liderami. Natomiast „żywa kropla krwi” czyni cuda - to tylko nieliczne teorie, które mają tysiące zwolenników w sieci święcie wierzących w ich prawdziwość. Wbrew logice.

Media społecznościowe, czyli prawda nie jest już potrzebna

Fenomen wiary w fałszywe teorie nie jest nowy. Już w średniowieczu dochodziło do pogromów Żydów na podstawie absurdalnych doniesień o dokonywanych przez nich mordach rytualnych na dzieciach. Zawsze byli ludzie, którzy wierzyli, że Ziemia jest płaska.
- Jednak w ostatnich latach mamy do czynienia z wysypem pseudonaukowych teorii kwestionujących podstawowe prawa i osiągnięcia nauki, a to jest już zjawiskiem społecznie groźnym – mówi w rozmowie z Demaskator24 prof. dr hab. Dariusz Jemielniak z Akademii Leona Koźmińskiego w Warszawie, badający ruchy antynaukowe.

- Ludzie nauki niestety za bardzo zamknęli się w swoich laboratoriach i salach wykładowych. Stracili kontakt z rzeczywistością, zapominając, że jednym z obowiązków, jakie na nich spoczywają, jest również zabierania głosu w dyskusji na temat tego, co jest prawdą, a co nie, oraz wyjaśnianie meandrów dziedziny, którą się zajmują. W debacie publicznej brakuje głosu nauki - uważa prof. Jemielniak. To w konsekwencji powoduje, że rozpowszechniane są bzdury na temat rzekomej szkodliwości szczepionek czy żywności modyfikowanej genetycznie. Powstają sekty i ruchy wierzące, że ziemia jest płaska. Mamy również do czynienia z powrotem fenomenu znachorów, jak za czasów Kaszpirowskiego oraz wszelkiej maści wynalazców diet, które często rujnują zdrowie i życie osób, które w nie uwierzą. Na ruchy antynaukowe nie są odporni ludzie z dyplomem uczelni wyższych, których wartość w ostatnich dekadach została zdegradowana.

Czy Polska wprowadzi kary za brak szczepień? Konstanty Radziwiłł w rozmowie z Demaskator24

- Po raz pierwszy mamy do czynienia z sytuacją, że kategorie prawdy i fałszu przestają mieć znaczenie dla odbiorów - uważa prof. Jemielniak. W dobie internetu bardziej interesuje nas wspólnota przekonań niż fakty oparte na statystykach, liczbach, zasadach fizyki czy matematyki, których najczęściej po prostu nie rozumiemy – tłumaczy. Przyczyn tego zjawiska jest kilka: zalew informacyjny, pogoń mediów za sensacją, upadek etosu czy pozycji zawodu dziennikarza. Przede wszystkim jednak winne są nowe platformy dystrybucji treści, jak media społecznościowe, które umożliwiają publikowanie i rozprzestrzenianie informacji bez jakiejkolwiek weryfikacji. Każdy może opublikować wszystko, a każda, nawet największa bzdura może stać się newsem czy prawdą objawioną, podawaną dalej na Facebooku, Twitterze czy innej platformie komunikacyjnej. W przeciwieństwie do mediów tradycyjnych, gdzie rozpowszechnianie informacji opierało się na autorytecie danej redakcji i redaktorów, weryfikacja newsa na platformie społecznościowej opiera się w zasadzie na sieci znajomych, którzy zazwyczaj myślą podobnie, jak my. - Wiarygodność źródła przestaje odgrywać kluczową rolę - uważa prof. Jemielniak. A w interesie samych platform jest rozpowszechnianie wiadomości, które wywołają jak największą reakcję emocjonalną użytkowników. - Prawda zeszła na dalszy plan, można powiedzieć, że umarła w momencie powstania Facebooka - podsumowuje naukowiec. Platformy społecznościowe, ale również współczesne serwisy, publikując nagłówki wiadomości, muszą przyciągnąć uwagę użytkownika w ciągu ułamka sekundy. W ich interesie jest zatem tworzenie sensacyjnych tytułów, by zdobyć kliknięcia.

Rosja wprowadza chaos

Innym zagrożeniem, na które wskazuje prof. Jemielniak, jest ingerencja z zewnątrz w otwarte społeczeństwa Zachodu, które poddane są obecnie działaniom propagandy rosyjskiej. Jej celem jest wprowadzanie chaosu informacyjnego i osłabianie funkcjonujących w Europie demokracji. - To, że coraz częściej mówimy o Rosji jako graczu podsycającym niepokoje w Europie, nie jest żadną przesadą - uważa prof. Jemielniak. - Rosja chce odwrócić uwagę od własnych problemów społeczno-gospodarczych i pokazać, że demokracje w stylu zachodnim się nie sprawdzają. Mamy dowody, że ruch antyszczepionkowy w Polsce, Francji, Włoszech czy w USA wzmacniany jest przez rosyjskie boty i rosyjską dezinformację.

Podkręcanie wyników badań naukowych i manipulacje

Zdaniem prof. Stanisława Czachorowskiego, biologa z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, nie bez winy są również sami uczeni, którzy często ukrywają lub naciągają wyniki swoich badań. Publikowane są wyniki badań, które okazały się sukcesem, a ukrywane porażki. - Tymczasem to statystyka pozwala zobaczyć to, czego gołym okiem nie widać, wyławia z wielości to, co jest najistotniejsze, reguły – podkreśla prof. Czachorowski. Sfałszowane lub niepoprawne metodologicznie badania to kolejny przykład tego, jak pseudonaukowi działacze manipulują opinią publiczną. Wystarczy, że weźmiemy szczury, będziemy je karmić paszą z roślin GMO aż wyrosną im guzy i ogłosimy światu, że GMO wywołuje choroby nowotworowe. Co z tego, że gdyby te same szczury karmiono paszą nie-GMO, też by zachorowały, bo tak dany ich szczep został wyselekcjonowany? W ten właśnie sposób antynaukowcy manipulują wnioskami swoich badań, rzekomo dowodzących szkodliwości GMO. Naukowiec Andrew Wakefield zmieniał zanotowany czas wystąpienia problemów ze zdrowiem na niezgodny z rzeczywistością tak, by korelował z czasem podania szczepionki, dodatkowo dobierając do badania dzieci rodziców-antyszczepionkowców. Nie trzeba być znawcą metodologii naukowej, aby widzieć w takich zabiegach oczywiste manipulacje - podsumowuje prof. Czachorowski.

Mechanizmy wykorzystywane przez ruchy antynaukowe

- Każde, nawet najbardziej głupie wyjaśnienie potrzebuje choćby złudzenia racjonalności – uważa Łukasz Sakowski, biolog, popularyzator nauki i promotor polskiego „Marszu dla nauki”, cyklicznego wydarzenia, które organizowane jest od 2017 r. Antyszczepionkowcy swoje pseudonaukowe poglądy usprawiedliwiają metodologicznie błędnymi i sfałszowanymi badaniami, podobnie jak przeciwnicy GMO. Zwolennicy znanego w Polsce pseudonaukowca Jerzego Zięby, propagatora naturopatii i medycyny niekonwencjonalnej, autora pseudonaukowej książki “Ukryte terapie”, ślepo wierzą w podawane przez niego źródła swoich teorii. Zięba propaguje leczenie witaminą C, w tym dożylnie stosowanie dużych dawek tej witaminy. Błędnie twierdzi, że można nią wyleczyć wiele chorób i dolegliwości, m.in. sepsę wywołaną bakteriami opornymi na antybiotyki, nowotwory. Promuje fałszywą tezę, że witamina C przedłuża życie.

Ludzie przeczący istnieniu zmian klimatycznych wykorzystują tych, którzy wyznają teorie spiskowe, aby zaakceptować absurdalny i sprzeczny z wynikami wielu badań pogląd, że globalne ocieplenie jest mitem.
- W Polsce mamy bardzo wielu denialistów klimatycznych, twierdzących, że zmiany klimatyczne to wymysł tych, którzy albo chcą ograniczyć rozwój przemysłu, albo wręcz sabotować naszą gospodarkę – wyjaśnia prof. Bolesław Rok, ekspert w zakresie CSR z Akademii Leona Koźmińskiego, zajmujący się m.in. gospodarką obiegu zamkniętego. – Przekonanie to wynika z niskiej świadomości ekologicznej naszego społeczeństwa i decydentów, którzy działają od kryzysu do kryzysu

Erystyka w służbie antynaukowców

Argumenty zwolenników teorii antynaukowych tworzą manipulacje bazujące na mechanizmach retorycznych znanych w już w starożytnej sztuce prowadzenia sporów, czyli erystyce spopularyzowanej przez Schopenhauera. Tutaj jednym z częstszych zabiegów jest atak personalny (ad personam), polegający na krytyce nie dyskutowanego zagadnienia, lecz cech adwersarza. Poza tym popularne jest także nieuzasadnione wyolbrzymianie czyjegoś argumentu (hiperbolizacja), po to, aby sprowadzić je do absurdu. Na przykład: Człowiek i szympans są ze sobą spokrewnieni? Zaraz mi powiesz, że człowiek jest szympansem! - to często używany argument przeciwników ewolucyjnej teorii Darwina, stanowiącej przecież tzw. consensus naukowy, na którym bazuje biologia i wiele innych dziedzin nauki.

Pseudoeksperci

- W wydających się kontrowersyjnymi teoriach czasami kluczem okazuje się słowo: konsensus. Istnieje konsensus naukowy, że zjawisko ewolucji biologicznej ma miejsce, podobnie jak globalne ocieplenie czy grawitacja. Zgadzają się z tym wszyscy zajmujący się danym tematem naukowcy. Zawsze jednak znajdzie się grupka takich, którzy są zwolennikami teorii spiskowych, często zajmujących się innymi dziedzinami nauki. - Ruchy antynaukowe wykorzystują takie przypadki, podpierając się autorytetem naukowym tychże naukowców - podkreśla Łukasz Sakowski.

Mamy również pseudoekspertów, podszywających się pod naukowców, jak wspomnimy wcześniej Zięba. - Nie są to ludzie z wykształceniem wyższym, doświadczeniem i praktyką w danej dziedzinie, lecz osoby, które przeszły weekendowy, miesięczny czy wakacyjny kurs w jakiejś nieakredytowanej na poważnie jednostce i na tej podstawie nazywają się dietetykami,trenerami czy doradcami zdrowia – dodaje Łukasz Sakowski, zalecając sprawdzenie informacji na temat autorytetów zanim poważnie im zawierzymy.

Sięganie po specjalistyczne słownictwo to następna skuteczna technika szarlatanów. Wystarczy, że do opowieści o żywej kropli krwi doda się słowa takie jak erytrocyty, leukocyty, cholesterol, mikroskop, pole widzenia czy związki rtęci, by wzmocnić wiarygodność pseudonaukowych tez, a straszący GMO wspomną o mutacjach, ewolucji biologicznej czy chromosomach.

Badanie pod mikroskopem tzw. „żywej kropli krwi” jest intensywnie reklamowane przez wiele firm i ma tysiące zwolenników. - Już sama nazwa jest bełkotem. Krew nie jest „żywa” bądź „martwa”, to nie te kategorie – wyjaśnia hematolog, prof. Wiesław Jędrzejczak. – Można sobie pooglądać zawiesinę krwinek pod mikroskopem, ale niewiele się z tego dowiemy, choćby dlatego, że będą się one na siebie nakładać.Naturoterapeuci twierdzą jednak, że dzięki badaniu „żywej kropli krwi” można wykryć wiele patologii. „W takim badaniu, oprócz fizjologicznych składników krwi, można dostrzec struktury patologiczne różnego rodzaju mikroorganizmów, takich jak bakterie, grzyby, pasożyty, które dostały się do organizmu człowieka."

polecane: Komentarze ze sztabów wyborczych po ogłoszeniu wyników sondażowych

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

19.08.2019 14:30:03

Cały ten portal to FAKE NEWS

28.05.2019 18:14:37

Ten cały artykuł to obrona GMO . Autor celowo omija problem stosowania pestycydów przy uprawach GMO. To nie jest tak , że zabija roślina zmodyfikowana genetycznie ale taka roślina wymaga stosowania roundupu ( bo chwasty towarzyszące GMO wymagają stosowania bardzo silnych pestycydów ), który jest rakotwórczy . W ten sposób rośliny GMO są naszpikowane pestycydami i zabijają na raty. Co do roundupu to ostatnio w USA zasądzono gigantyczne odszkodowania za zachorowania na raka spowodowane stosowaniem roundupu. Cały ten artykuł jest straszliwą manipulacja i wygląda na napisany na zlecenie firm sprzedających roundup lub GMO i obraża inteligencję czytelników KL. Porównanie płaskoziemców do przeciwników GMO nie mieści się w żadnych kategoriach rzetelności dziennikarskiej

28.05.2019 12:51:57

PiS, KK jest ich troszkę.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie