Nie tylko Rosja. Francuzi wskazują na amerykańskie działania dezinformacyjne na temat ruchu żółtych kamizelek

andrzej wisniewski

Katarzyna Stańko

Czy zamieszki we Francji mogą być inspirowane z zewnątrz? Czy możemy mówić o działaniu destabilizacyjnym ze strony państw trzecich? Sprawdzamy, co na ten temat mówią francuscy analitycy.

Francuskie służby zajmujące się bezpieczeństwem państwa, Le Secrétariat Général de la Défense et de la Sécurité Nationale (SGDSN) oraz Direction Générale de la Sécurité Intérieure (DGSI), otworzyły śledztwo w sprawie wpływów zewnętrznych na ruch żółtych kamizelek. W ciągu ostatnich dwóch tygodni zidentyfikowano 2000 fałszywych kont na Twitterze, które rozesłały 20 tys. nieprawdziwych informacji na temat protestów.

Media zagraniczne, jako pierwszy brytyjski dziennik The Times oraz agencja Bloomberg, informowały o kampaniach rosyjskich troli, które tworzyły narrację na temat protestów żółtych kamizelek. Temat podchwyciły również media w Polsce, Portugalii czy Hiszpanii, wskazując na możliwość podsycania napięcia z zewnątrz przy jednoczesnej słabości działań i reakcji Emmanuela Macrona. Francuski prezydent w sytuacji poważnego kryzysu w kraju zaplanował publicznie wystąpienie – orędzie dopiero po niemal 4 tygodniach protestów.

O ile w Polsce i w Europe politycy i politolodzy wskazują na udział rosyjskich trolli w kampanii dezinformacyjnej na temat żółtych kamizelek, o tyle sami Francuzi wskazują również na udział Amerykanów w tworzeniu fałszywej narracji na temat protestów. - Francja jest pod ostrzałem wielu wpływów, nie tylko rosyjskich. Mamy próby wpływania na opinię publiczną ze źródeł chińskich, amerykańskich, z Iranu i Bliskiego – mówi Agencji Informacyjnej Polska Press Christain Harbulot, współtwórca koncepcji współczesnego francuskiego wywiadu gospodarczego.
O wpływach amerykańskich na demonstrantów informowało również ludzie związani z prezydentem Emmanuelem Macronem. Profil TeamMacronPR donosił, że domena, na której znajduje się strona manifestantów giletsjaunes.com (tł. żółte kamizelki) została kupiona już w 2017 r. TeamMacronPR oskarżał o zakup samego Steve'a Bannona, dawnego doradcę Donalda Trumpa. Informacja została podchwycona przez deputowaną Emilie Chalas z partii Macrona LREM oraz Aurorę Bergé, rzeczniczkę partii. Strona miała być założona tydzień po wyborach Macrona na prezydenta i sprzedana we wrześniu 2018 r. Śledztwo francuskich dziennikarzy m.in dziennika "Liberation" udowodniło, że strona o takiej samej nazwie "żółte kamizelki" istniała już w 2015 r. I znajdowały się na niej wpisy krytykujące zmiany w systemie edukacji we Francji.

Stéphanie Lamy, zajmująca się tematyką wojen informacyjnych twierdzi, że większość zmanipulowanych informacji na temat protestów żółtych kamizelek opublikowana została w języku angielskim, a nie francuskim. Analityk wskazuje na takie źródła, jak: amerykański think-tank popierający politykę prezydenta Trumpa, Center for American Experiment, Hampton Institut, blogi, np. the Blaze oraz publikacje amerykańskiego konserwatywnego publicysty Bena Shapiro. Badacz Baptiste Robert, piszący pod pseudonimem "Elliot Alderson", wskazuje, że celem tych publikacji i newsów jest szerzenie wizji katastroficznych na temat Francji i tym samym osłabienie jej wizerunku na zewnątrz.

Protesty żółtych kamizelek, które nawiązują do fluorescencyjnego koloru kamizelek, mają miejsce nie tylko we Francji. Demonstracje, choć o znacznie mniejszej skali, pojawiają się również w Belgii, Holandii, a także na granicy Francji z Hiszpanią.

Expose premiera - orto najważniejsze obietnice Morawieckiego

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie