Polska stara się o ważne stanowisko w Unii Europejskiej. Jakie stanowiska mogą objąć Polacy? Rozważanych jest kilka scenariuszy

Fot. Bartek Syta

Katarzyna Stańko

Rząd prowadzi negocjacje w sprawie stanowiska komisarza UE dla Polaka. W grę wchodzą również inne urzędy. Ile uda się ugrać, oznaczać będzie, czy PiS przekuje sukces w wyborach europejskich w Polsce na uzyskania jakiegoś wpływu na unijne instytucje oraz ich reformowanie.

Rozważane są trzy warianty - mówi nam polityk PiS zaangażowany w negocjacje. Komisarz zostanie zaproponowany albo z grupy europosłów, albo obecnych ministrów czy wiceministrów, albo - i tu duże zaskoczenie - będzie to jeden z prezesów spółek skarbu państwa. Technokraci, osoby niebędące politykami, są poważnie rozważane - tłumaczy nam polityk obozu rządzącego.

Obecnie na giełdzie nazw ministrów i wiceministrów znajduje się Konrad Szymański, długoletni wiceminister spraw zagranicznych, cieszący się w PiS opinią twardego konserwatysty z dużym doświadczeniem prowadzenia rozmów z unijnymi politykami. Do grupy technokratów nasz rozmówca zalicza również Jadwigę Emilewicz, minister przedsiębiorczości i technologii, która zajmuje się m.in. ważnym dla premiera Mateusza Morawieckiego programem elektromobilności. Wprawdzie projekt ten ostatnio utknął w miejscu, o czym PiS mówi niechętnie, ale wciąż prowadzone są rozmowy z polskimi i zagranicznymi firmami - potencjalnymi partnerami rządu, które mogłyby pomóc wprowadzić w życie jedno z marzeń premiera Morawieckiego, czyli miliony samochodów elektrycznych na ulicach polskich miast. Trzecim rozważanym kandydatem jest Jerzy Kwieciński, minister od inwestycji i rozwoju.

Wśród spekulacji na kluczowe stanowisko z nadania polskiego pojawiło się nawet nazwisko szefa gabinetu prezydenta Andrzeja Dudy ministra Krzysztofa Szczerskiego. Szczerski ma doświadczenie w relacjach międzynarodowych, w 2007 r. był podsekretarzem stanu w MSZ, w latach 2007-2008 podsekretarzem stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, od 2017 jest numerem dwa w Pałacu Prezydenckim, swego rodzaju alter ego prezydenta Dudy, jego emisariuszem przygotowującym wizyty głowy państwa i negocjującym m.n. zwiększenie obecności żołnierzy USA w Polsce. Teraz pracuje nad czerwcowym spotkaniem Duda-Trump w Waszyngtonie, które może być kluczowe dla zrealizowania projektu „Fort Trump” w Polsce, czyli sprowadzenie dodatkowego tysiąca amerykańskich chłopców do naszego kraju.

Z europosłów - kandydatów na komisarzy, którzy uzyskali właśnie mandat, wymienia się Tomasza Porębę, Adama Bielana oraz Ryszarda Czarneckiego. Tomasz Poręba był szefem kampanii PiS w wyborach do Parlamentu Europejskiego, startując z pierwszego miejsca w województwie podkarpackim. Kampania PiS okazała się skuteczna, a sam Poręba otrzymał ponad 276 tys. głosów. Czy zostanie nagrodzony za duży sukces PiS-u?

Wśród kandydatów na polskiego komisarza wymienia się m.in. Beatę Szydło, Konrada Szymańskiego, Jerzego Kwiecińskiego.

Ćwierć miliona głosów to jednak znacznie mniej niż pół miliona wyborców, którymi może pochwalić się była premier Beata Szydło. Na wysokich stanowiskach w UE dobrze widziani są byli szefowie rządów, a co najmniej ministrowie. Na niekorzyść Szydło przemawia jednak stosunkowo małe doświadczenie w polityce międzynarodowej.

Poręba był europosłem przez trzy kadencje Parlamentu Europejskiego, jednak jest jeszcze relatywnie młody. Joachim Brudziński, minister spraw wewnętrznych, jakby uprzedzając ambicje Poręby, stwierdził tuż po wyborach, że „autorem sukcesu jest Jarosław Kaczyński. Jego koncepcja i żelazna konsekwencja w prowadzeniu tej kampanii” - napisał Brudziński na Twitterze, dodając „piszę, bo za chwilę okaże się, że sukcesów kampanii jest wielu”. Natomiast Adam Bielan był już wiceprzewodniczącym Parlamentu Europejskiego, podobnie, jak Ryszard Czarnecki, który musiał ustąpić ze stanowiska po głośnym konflikcie z europosłanką Różą Thun, którą porównał do szmalcownika. Czarnecki angażuje się jednak w rozmowy z włoską Ligą Północną i Salvinim, z którym sojuszu nie wykluczał nawet premier Morawiecki, o czym mówił w rozmowie z „Polską” jeszcze przed wyborami.

Walka o wpływy

W sprawie stanowisk negocjacje na poziomie UE prowadzi rząd, bo premier jest członkiem Rady Europejskiej, decydującej o wyborze zarówno szefa Komisji Europejskiej, jak i wszystkich komisarzy. Jednak w Polsce kilka ośrodków władzy chciałoby mieć wpływ na to, co dzieje się w unijnych instytucjach, przede wszystkim premier, ale i ministerstwo spraw zagranicznych, pałac prezydencki oraz twarde jądro PiS -u, czyli najbliższe otoczenie prezesa Jarosława Kaczyńskiego.

Rywalizacja pomiędzy różnymi ośrodkami władzy istnieje również w strukturach samej UE. Tutaj o wpływ na obsadzenie najważniejszych czterech unijnych stanowisk: szefa Komisji Europejskiej, Rady Europejskiej, szefa Europejskiego Banku Centralnego, oraz wysłannika UE ds. międzynarodowych próbuje walczyć również Parlament Europejski, którego najważniejsze partie wystawiły swoich kandydatów, tzw. Spitzenkandidat jeszcze przed eurowyborami. - Polacy nie mają szans na żadne z tych stanowisk - przyznają z żalem sami politycy PiS. Pozostaje nam obsadzenie stanowiska jednego z komisarzy oraz wynegocjowanie przewodniczących poszczególnych komisji i ich zastępców w różnych instytucjach.

Mechanizm „Spitzenkandidat” jest próbą sił między instytucjami, próbą wzmocnienia Parlamentu Europejskiego kosztem Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej. „Tego nie ma w traktatach” - argumentują przeciwnicy formuły, jednak jest to pierwsza próba uczynienia wyboru przyszłego szefa KE na bardziej transparentnych zasadach. Europejska opinia publiczna mogła się im wcześniej przyjrzeć, posłuchać, co mówią i jakie mają poglądy. Traktaty mówią o konsultacjach Rady Europejskiej i Parlamentu Europejskiego. Wyłonienia szefów Rady Europejskiej, obecnego jeszcze Donalda Tuska oraz poprzednika Hermana van Rompuy’a odbyły się na zasadzie zakulisowych negocjacji i kompromisu pomiędzy najsilniejszymi członkami UE.

Komisarz dobry dla Polski

Który komisarz wchodziłby w grę? - Interesują nas stanowiska związane z gospodarką, energetyką, budżetem, polityką regionalną, wspólnym rynkiem i kilka innych, kluczowych. W obliczu rozprzestrzeniającego się w Europie protekcjonizmu musimy działać na rzecz wspólnego rynku i swobodnego przepływu usług - mówił premier Mateuesz Morawiecki w rozmowie z „Polska Times” tuż przed wyborami do PE. Po wyborach priorytety Polski się nie zmieniły, nadal politycy PiS wymieniają te dziedziny. - Chodzi nam o kwestie klimatyczne, energetyczne i przemysł, bo to są dziedziny wrażliwe dla polskiej gospodarki z uwagi na ceny energii elektrycznej, brak progresu w odchodzeniu od węgla oraz inne spojrzenie Polski na kwestie klimatyczne - przyznaje polityk PiS.

Problemem PiS-u jest jednak osłabienie pozycji frakcji konserwatystów w PE po eurowyborach m.in. z powodu porażki brytyjskich torysów z Theresą May na czele. PiS widziałby chętnie w swoich szeregach w Parlamencie Europejskim węgierski Fidesz Viktora Orbána, ale ten wyczekuje. Europejska Partia Ludowa nie jest tak chętna, jak wcześniej, aby Fidesz wyrzucać - na razie są zawieszeni - ponieważ EPL wyszła z wyborów mocno osłabiona. Finlandia, Szwecja, Luksemburg i Holandia nadal jednak domagają się wyrzucenia partii Orbána uznawanego za antyunijnego populistę, ale szef chadeków, Manfred Weber nie jest skory do wykonywania gwałtownych ruchów na tym polu.

Polscy europosłowie PiS-u planują w połowie czerwca spotkania z wicepremierem Włoch, Matteo Salvinim i rozmowy o potencjalnych sojuszach. Jednak, jak mówi nam polityk PiS, Jarosław Kaczyński narzeka na silną osobowość włoskiego polityka, który chce być niekwestionowanym liderem eurosceptyków , a predestynuje go do tego nie tylko silny charakter, ale i świetny wynik wyborów. Niewygodna dla PiS-u jest również sympatia Salviniego i Marine Le Pen, z którą PiS zdecydowanie nie chce być w jednej frakcji. W rezultacie PiS-owi bliżej robi się do Partii Brexit Nigela Farage’a, który - zdaniem polityków PiS - również nie będzie chciał być w sojuszu z partią Marine Le Pen.

- Najważniejsze w tej układance na obecnym etapie jest to, kto zostanie szefem Komisji Europejskiej, bo po jego wyborze będzie można uzgadniać stanowiska komisarzy. Polscy europosłowie spodziewają się wyboru szefa KE w lipcu, niewykluczone, że wtedy również podjęta zostanie decyzja, który komisarz zostanie przypisany Polsce. Cała procedura może się jednak przesunąć również do jesieni. Zdarza się tak, że kraj przedstawia kilka kandydatur na stanowisko komisarza, zanim któraś z nich zostanie zaakceptowana przez Unię, po odrzucenie innych .

Póki co PiS-owi nie po drodze z kandydatem EPL, Niemcem Manfredem Weberem, mimo jego otwartej deklaracji blokowania gazociągu Nord Stream 2. - On poparł PO i Koalicję Europejską, włączył się w konflikt w Polsce i otwarcie mówi, że nie chce z nami rozmawiać, bo jesteśmy przeciwko Europie. PO będzie musiała mu się odwdzięczać za wsparcie, Platforma jest u niego zadłużona i będzie musiała spłacać te swoje długi w jakiś sposób - tłumaczy nam polityk PiS. Partii rządzącej w Polsce w obecnym układzie na stanowisko szefa KE pasowałby bardziej Francuz Michel Barnier, główny negocjator ds. brexitu, który „zachowuje się najspokojniej” zdaniem polityka PiS. Ewentualnie Słowak Marosz Szefczovicz, były wiceszef KE popierany przez Grupę Wyszehradzką. Pojawiają się jednak wątpliwości wobec Szefczovicza, ponieważ skończył moskiewską szkołę dyplomacji.

Otwarte poparcie dla Barniera ze strony Polski też nie jest oczywiste, ponieważ relacje polsko-francuskie są nadal chłodne. A polscy i francuscy politycy po prostu rzadko ze sobą rozmawiają.

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie