Rosati: Gdybyśmy mieli euro, rozwijalibyśmy się jeszcze szybciej. Rozmowa Demaskator24

Fot. Bartlomiej Ryzy/ Polska Presse

Katarzyna Stańko

- Euro nie oznacza ani wyższych cen, ani niższego wzrostu gospodarczego. Przeciwnie, gdybyśmy mieli euro rozwijalibyśmy się jeszcze szybciej - mówi prof. Dariusz Rosati, europoseł Platformy Obywatelskiej, ekonomista, wykładowca Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie

Katarzyna Stańko: Na konwencji PiS padły deklaracje, że nie ma silnych argumentów za przyjęciem euro. Zgadza się Pan z takim podejściem?

Dariusz Rosati: Te deklaracje świadczą o ignorancji, ponieważ są poważne opracowania, w tym raporty NBP, które pokazują, że przyjęcie euro Polsce się opłaca. Naprawdę nie wiem, na jakiej podstawie Pan Prezes i Pan Premier opowiadają takie banialuki. Jak zawsze, temat euro odgrzewany jest przed wyborami po to, żeby postraszyć Polaków, że euro jakoby przyniesie nieszczęścia. Prezes Kaczyński lubi straszyć: uchodźcami, Niemcami, lewacką Europą, LGBT, a teraz znowu euro, bo to pomaga mobilizować mniej wykształcony elektorat wokół PiS. Dlatego demonizuje się euro i wykorzystuje dla użytek kampanii wyborczej. Tymczasem przyjęcie euro przyniosłoby nam korzyści rzędu 30-40 mld zł rocznie. Wynika to m.in. z obniżenia stóp procentowych, co jest ważne dla wszystkich, którzy mają kredyty. Na przykład, frankowicze byliby szczęśliwi, gdybyśmy mieli euro, bo nie byłoby problemu kredytów frankowych.

Podał Pan kwotę 30-40 mld złotych. Skąd ta kwota, co to jest za raport korzyści?

NBP opublikował trzy raporty na ten temat - w 2004, 2009 i 2015 r. Jest też opracowanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Śledzę te publikacje, bo sam zawodowo zajmuję się tematyką euro. Główne korzyści to obniżenie stóp procentowych (czyli spadek kosztów kredytów - rzędu ok. 18 mld zł), eliminacja ryzyka kursowego, czyli kosztów zabezpieczania się przed ryzykiem (ok. 6-7 mld zł), spadek kosztów wymiany walut (ok. 5 mld zł), spadek oprocentowania polskich obligacji (ok. 3 mld zł), porównywalność cen, poprawa ratingu Polski, uwolnienie rezerw walutowych, wyższe podatki dla budżetu, wzrost inwestycji, przyspieszenie wzrostu gospodarczego.

Kaczyński popełnia merytoryczny i logiczny błąd mówiąc, że najpierw musimy się rozwinąć, aby przyjąć euro. Jest dokładnie odwrotnie – euro jest nam potrzebne, aby przyspieszyć rozwój i szybciej dogonić bogate kraje. Koszty, o których wspomniałem ponoszą polskie przedsiębiorstwa, a nie niemiecki czy francuskie. U nas firmy płacą frycowe właśnie dlatego, że mamy własna walutę.

A czy to nie jest perspektywa tylko przedsiębiorców i firm?
Nie, bo pracownicy firm, które robią większe zyski i więcej inwestują, też zarabiają więcej. Stabilna waluta jest czynnikiem prorozwojowym, z którego korzystają wszyscy.

Centrum Polityki Europejskiej CEP przygotowało raport na temat euro w różnych krajach Europy. Wynika z niego, że na przyjęciu wspólnej waluty skorzystały tylko Niemcy i Holandia. A takie kraje, jak Grecja, Hiszpania, Portugalia, Francja, Włochy straciły. Wniosek z raportu jest taki, że produkt krajowy brutto na głowę mieszkańca wzrósł tylko w tych dwóch krajach, a w reszcie ten wskaźnik się pogorszył.

Nie czytałem tego opracowania, ale zdumiewają mnie te tezy. Po pierwsze, nic dziwnego że Niemcy i Holandia mogły zyskać najwięcej, bo mają największy udział eksportu do PKB. To kraje otwarte, które prowadzą intensywny handel zagraniczny. Im kraj ma większą wymianę, tym procentowo więcej zarabia. Ale korzystają wszyscy. Proszę spojrzeć na Hiszpanię czy Portugalię przed wejściem do euro - stopy procentowe i inflacja były tam bardzo wysokie. Teraz te kraje cieszą się stabilną walutą, niską inflacją, tanimi kredytami. Problemem krajów Południa nie jest euro, ale brak reform strukturalnych, niska innowacyjność i słabe instytucje. Po drugie, PKB na mieszkańca tylko w jednym kraju UE – we Włoszech - był w 2018 roku niższy niż w 2000 roku (o 2%), natomiast we wszystkich pozostałych krajach dochód na mieszkańca wzrósł, w tym w Grecji o 2% (pomimo ciężkiego kryzysu), w Portugalii o 10%, we Francji o 14%, w Hiszpanii o 17%, i w całej strefie euro też o 17%.

Niemcy mają tak silny eksport, bo są pracowici i mają dużą wydajność pracy i technologie, czy też dodatkowym czynnikiem mogły być przyjęty korzystny kurs wymiany euro kiedy wprowadzano walutę?

W rzeczywistości Niemcy przyjęły euro po zawyżonym kursie i przez kilka pierwszych lat miały poważne kłopoty z odzyskaniem konkurencyjności. Pomogły dopiero reformy rynku pracy w ramach pakietu Hartz I-IV, w tym ograniczenie tempa wzrostu płac. Po kilku latach Niemcy odzyskały konkurencyjność i teraz są najsilniejszym eksporterem.

Część ekonomistów przeciwnych euro twierdzi, że posiadanie własnej waluty pomaga łagodzić szoki i kryzysy gospodarcze. Posiadając własną walutę można ją dewaluować i w ten sposób ratować eksport oraz konkurencyjność swojej gospodarki. Tej możliwości nie miała Grecja, która wpadła w ogromny kryzys.

Polska ma płynny kurs i my nie dewaluujemy naszej waluty. Kurs sam się osłabia, co jest źródłem wstrząsów dla gospodarki.

Polska waluta bardzo osłabiła się w czasie kryzysu, staliśmy się bardziej konkurencyjni, bo polskie towary okazały się bardzo tanie. Ekonomiści twierdzą, że to pomogło przetrwać Polsce kryzys.

Ale nasz eksport spadł również, choć oczywiście słabsza waluta pomogła finansowo eksporterom. To, co pomogło nam przetrwać kryzys to była głównie ekspansywna polityka fiskalna, czyli zwiększanie deficytu, co pozwoliło przejść przez kryzys suchą nogą. Natomiast tamto osłabienie kursu złotego o 50 proc. w okresie 6 miesięcy mogło się skończyć poważnym kryzysem walutowym. Przypominam co działo się z tzw. opcjami walutowymi. Co do dewaluacji kursu, to bynajmniej nie poprawia ona konkurencyjności, bo nie przecież nie zwiększa naszej produktywności czy innowacyjności. Dewaluacja po prostu powoduje że jesteśmy tańsi – czyli mniej zarabiamy. Owszem, może to okazać się konieczne w przypadku wstrząsu asymetrycznego w stosunku do strefy euro. Ale to Polsce raczej nie grozi, bo nasza gospodarka jest bardzo silnie zsynchronizowana ze strefą euro – nawet w 80%. Nie grożą nam silne szoki asymetryczne. A jeśli chodzi o szoki symetryczne, to przypominam, że stopy procentowe Europejskiego Banku Centralnego są zawsze niższe niż stopy NBP, co oznacza że EBC jest w stanie lepiej wspierać naszą gospodarkę niż NBP. Dlatego opłaca nam się wejść do strefy euro.

Polska też ma historycznie niskie stopy procentowe.

Ale one wciąż są wyraźnie wyższe niż te w strefie euro. Poza tym tak niskie stopy w Polsce to raczej sytuacja przejściowa.

A ceny? Słowacy i Francuzi bardzo narzekają na wzrost cen po wprowadzeniu euro.

Nie jest prawdą, że ceny wzrosły. Zachęcam do zapoznania się ze statystykami Eurostatu. W pierwszej grupie państw, które przyjęły euro, wzrosły one w styczniu 2002 roku o 0,6 proc, ale już w całym roku 2002 i 2003 inflacja była niższa niż poprzednio. Rzekomy wzrost cen po wprowadzeniu euro to jeden ze stereotypów rozpowszechnianych przez przeciwników wspólnej waluty. Statystyki tego nie potwierdzają. Nie było ogólnego wzrostu cen, choć były jednostkowe wzrosty cen niektórych produktów, jak kawy czy gazet, czyli towarów, które kupuje się codziennie, co pozwala zauważyć zmiany cen. Natomiast nie kupuje się codziennie butów czy koszuli. A akurat ceny artykułów przemysłowych nie rosły.

Ale Słowacja i jej atrakcje turystyczne były przed jej wejściem do strefy euro tanie. Turyści jeździli na Słowację, a po jej wejściu do strefy euro pensjonaty opustoszały, bo ich ceny zrównały się z cenami austriackimi czy włoskimi. Dlaczego tak było?

To są obiegowe opinie nie znajdujące pokrycia w oficjalnych danych publikowanych przez Eurostat i narodowe urzędy statystyczne. Pamiętamy kłamliwą kampanię prezydenta Dudy, który jeździł na Słowację, żeby nas przekonywać, że tam jest drożej. Zachęcam do zapoznania się z danymi statystycznymi. 68% Słowaków jest zadowolonych, że mają euro. Zresztą we wszystkich krajach strefy euro jest więcej zwolenników niż przeciwników euro. Polska, na skutek oszukańczej propagandy pana Kaczyńskiego i PiS, jest na tym tle dziwacznym wyjątkiem.

A argument obozu rządzącego, że należy poczekać ze zrównaniem się płac i wtedy zwykły Kowalski nie odczuje skutków wprowadzanie euro?

Ale czego ma nie odczuć?

Wzrostu cen.

Po pierwsze, jak wskazywałem, wzrost cen w pierwszej grupie krajów w początkowym okresie był niewielki, i wiemy już jak nie dopuścić do efektu cappuccino. A w krajach które później dołączyły do unii walutowej nie było wzrostu cen związanego z wprowadzeniem euro. Mamy tu sporo doświadczeń słowackich czy litewskich, i możemy na 100 proc. zabezpieczyć przed nieuczciwym zachowaniem sprzedawców.

Natomiast co do rzekomej konieczności zrównania się płac w Polsce i w Niemczech, to nie ma żadnej teorii ekonomicznej, która by to potwierdzała. Jak już mówiłem, jest dokładnie odwrotnie - przyjęcie euro pozwala nam szybciej dogonić kraje bardziej rozwinięte, ponieważ obniża koszty naszego rozwoju. Ponieważ jesteśmy krajem na dorobku, mamy mniej kapitału, a to oznacza wyższe stopy procentowe. Wejście do strefy euro pozwala je obniżyć i przyspieszyć inwestycje. To, co mówią politycy PiS, że musimy poczekać kolejne 20-30 lat aż nasze płace wyrównają się z niemieckimi, nie ma żadnego sensu i jest zwykłym mydleniem oczu. Po pierwsze, wątpię abyśmy pod rządami PiS byli w ogóle w stanie dogonić Niemcy. Po drugie, prezes Kaczyński nie chce przyjąć euro, bo on po prostu nie chce żeby Polska integrowała się z Europą. Musiałby bowiem prowadzić odpowiedzialną politykę finansową, a on nie chce żeby ktokolwiek go kontrolował. Niewykluczone, że w jego zamyśle jest to część planu wyprowadzania Polski z Unii Europejskiej.

Na wyższych stopach procentowych korzystają natomiast osoby trzymające oszczędności na lokatach bankowych. We Francji niektóre banki oferują oprocentowanie na poziomie 2,5 proc. i wyżej, w Polsce oprocentowanie w wielu bankach jest niższe. Dlaczego tak jest?

Oprocentowanie depozytów w strefie euro jest znacznie niższe, myślę, że te 2,5% dotyczy raczej innych instrumentów finansowych. Niewątpliwe jest natomiast, że ryzyko kursowe na złotym powoduje, że koszty kredytu w Polsce są i będą znacznie wyższe niż w strefie euro, gdzie tego ryzyka nie ma.

A jak odpowie Pan na argument, że wzrost PKB w Polsce wynosi około 5 proc, a w strefie euro około 2 proc?

Wzrost PKB o 5,1% w 2018 roku ma charakter wyjątkowy i przejściowy, w tym roku będzie już ok. 4%, a w kolejnych latach w granicach 3-3,5%. Zresztą wspólna waluta nie jest jedynym ani nawet najważniejszym czynnikiem, który decyduje o tempie wzrostu. Kraje w strefie euro rozwijają się wolniej, bo są bogatsze, mają wyższe podatki, a niektóre z nich na dodatek pilnie potrzebują reform. Ale gdybyśmy mieli euro, rozwijalibyśmy się jeszcze szybciej niż obecnie.

Czy Pana zdaniem kurs wymiany polskiego złotego jest naturalny, czy nie jest w jakiś sposób zaniżony? Pojawiają się opinie, że Polska może konkurować tylko niskimi wynagrodzeniami. Czyli wzrost wynagrodzeń oraz aprecjacja (umocnienie) złotego oznaczałoby spadek naszej konkurencyjności?

Kurs walutowy kształtuje się w Polsce na rynku walutowym pod wpływem zmian podaży i popytu na waluty obce, i nie sądzę aby był z tego punktu widzenia zaniżony. Polska konkurowała do tej pory głównie niskimi kosztami pracy. Ale ten model rozwoju się kończy, bo wynagrodzenia rosną bardzo szybko. Jedną z przyczyn jest brak siły roboczej, co jest m.in. skutkiem błędnej decyzji rządu o obniżeniu wieku emerytalnego. Aby utrzymać szybki wzrost i więcej zarabiać, musimy być bardziej wydajni i w większym stopniu wytwarzać produkty bardziej zaawansowane technologicznie. To wymaga wielkich inwestycji w dobrą edukację, badania naukowe, innowacje. Niestety, wydaje się, że rząd woli przeznaczać pieniądze na coraz większe transfery socjalne, które wprawdzie przyczyniają się w krótkim okresie do poprawy warunków życia wielu grup społecznych, ale nie tworzą podstaw szybkiego rozwoju i na dłuższą metę skazują nas na stagnację gospodarczą.

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

25.04.2019 18:54:11

Stalinowski POglup

25.04.2019 08:38:57

To jednak głupek. Niech zapyta Włochów,Słowaków,Francuzów,itd

25.04.2019 05:20:38

kolaborant rosati CHCE euro w Polsce - aby NIEMCY ustalali ile Polacy mogą mieć pieniedzy na rynku i gdy tylko bedzie nie taki rzad jak chcą niemcy - to nie bedzie pieniedzy ani na emerytow ani na szkoly itd, i gdzie wtedy bedzie gnojek rosati ? w brukseli ? byle nie jako polski posel

24.04.2019 19:20:51

Z kąd się gościu zerwał ?

24.04.2019 19:09:01

na szczęście nie głosuję na po - psl - nowoczesną - sld

24.04.2019 18:13:55

Odebrać tlukowi profesora.

24.04.2019 18:12:14

W tej po to same debile.

24.04.2019 17:55:11

maturzyści ZWYCIĘŻYCIE, narod polski jest z wami

24.04.2019 17:54:01

co za gluPOlek, przecież Grecja ma Euro i to Euro jest przyczyna klopotow Grecji. Podobnie z Wlochami.

24.04.2019 17:09:59

myślenia komunistycznego nie da sie komuchom wyplenić!

24.04.2019 14:56:49

Rosati taki sam szmaciarz jak reszta PO

24.04.2019 14:53:08

Zęby bolą jak się to czyta. I takie tezy wygłasza były minister finansów! Utwierdza mnie to w przekonaniu że "elity Europejskie" są oderwane od rzeczywistości. żyją w świecie swoich statystyk i danych Eurostatu. A statystyka ma to do siebie że jak się ją odpowiednio przyciśnie to i powie to co trzeba....

24.04.2019 14:40:59

Pan DR powinien dostawać euro to może by się lepiej i szybciej rozwinął.

24.04.2019 13:23:04

Prawda jest taka, że dzisiaj pisowska Polska nie zostałaby przyjęta do UE. Jaki sens ma więc rozmowa o Euro.

24.04.2019 12:52:14

ten pan Rosatii jest zenujacy

24.04.2019 12:35:29

Logiczne argumenty do prezesa nie trafią. Ludziom trzeba dać przed wyborami forsę i postraszyć ich tym, czego nie rozumieją. Euro nadaje się do straszenia tak samo dobrze jak pasożyty i pierwotniaki, LGBT i lewactwo.

24.04.2019 11:26:55

Rozwój po wejściu euro nastapił by blyskawicznie , oczywiscie dochdów pana Rosatiego i jego rodziny.



Juz kiedys był przy władzy , co to był za udany okres !! Dla niego i jego rodziny oczywiscie.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie