Samobójstwa: fakty i mity. Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom. Specjalistka wyjaśnia jak pomóc ludziom, którzy stracili sens życia

Ilustracja: facebook.com/Zycie Warte Jest Rozmowy

Katarzyna Stańko

- Mitem jest to, że to osoby wyjątkowo wrażliwe, wykształcone odbierają sobie życie. Najwięcej samobójstw mamy w małych miejscowościach i na wsiach - mówi suicydolog, Halszka Witowska, koordynator kampanii ”Życie warte jest rozmowy”, która ma na celu pomóc ludziom, którzy chcą się zabić. 10 września obchodzony jest Światowy Dzień Zapobiegania Samobójstwom.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) podaje, że 800 tys. osób rocznie popełnia samobójstwa. Jak na tym tle wypada Polska?

To więcej niż ofiar wojny i ataków terrorystycznych. Żyjemy w czasach, gdzie więcej osób odbiera sobie życie, niż ginie w wojnach i atakach terrorystycznych policzonych łącznie.

Polska w statystykach znajduje się między 20 a 22 miejscem, a na drugim w Europe, jeśli chodzi o samobójstwa wśród młodzieży - od 150 do 300 rocznie w ostatnich 10 latach.

Wzrasta liczba samobójstw osób do 14 roku życia, a nawet zdarzają się one już wśród 7 i 8 latków.

Kim jest samobójca? Czy można mówić o jakimś profilu?

Najwięcej samobójstw mamy w małych miejscowościach i na wsiach.

Statystyczny samobójcą jest mężczyzna pomiędzy 40 a 60 rokiem życie, często bezrobotny, często z problemem alkoholowym. Bywa samotny.

Mitem jest to, że to osoby wyjątkowo wrażliwe, wykształcone odbierają sobie życie.

Zawód bywa czynnikiem ryzyka?

Samobójstwa popełniają dziennikarze, którzy pracują w warunkach stresu i niepewności, ale również np. weterynarze, którzy mają inne podejście do śmierci ze względu na eutanazję, jakiej czasem dokonują na zwierzętach. A nawet dentyści, którzy pracują w samotności i nie cieszą się społeczną sympatią.

Samobójstwa wśród sportowców są spowodowane m.in. tzw. hipertrofią sukcesu. To są też kontuzje, przygotowywanie do olimpiady, a potem pustka. Inną grupą są dłużnicy, osoby w tarapatach finansowych.

Czyli nie artyści i osoby nadwrażliwe?

Statystycznie to osoby ze średnim lub podstawowym wykształceniem.

Mamy zdiagnozowany syndrom tzw. SUS (Suicydogenny Układ Sytuacyjny), który wskazuje, że każda osoba postawiona w pewnej sytuacji, może myśleć o samobójstwie. Decyzja taka może zależeć od: wytrzymałości danej osoby zarówno na ból fizyczny, jak i psychiczny, od tego, czy w rodzinie były już samobójstwa oraz konkretne sytuacje życiowe: utrata partnera życiowego, dziecka, rodzica.

Przyczyną może być przemoc w domu lub ta, zaznana w młodości. Nie ma jednej przyczyny.

Osoby chore psychiczne, chore na depresję często decydują się na ten drastyczny krok w pewnych sytuacjach.

Stereotypem jest, że to więźniowie są grupą podwyższonego ryzyka. Tak nie jest, natomiast są oni w pewnej specyficznej sytuacji: w sytuacji deprywacji potrzeb (niemożności ich zaspokojenia - red.).

Zatem sytuacja życiowa ma decydujący wpływ na podjęcie decyzji o samobójstwie, a co z czynnikami psychofizycznymi? Hormony, geny.

Nie ma czegoś takiego, jak gen samobójcy. Udowodniono natomiast, że samobójstwo bywa naśladownictwem oraz dochodzi do niego, jeśli występuje problem alkoholowy, narkotyki, dopalacze, agresja, hazard, podsumowując - uzależnienia. Samobójstwo bowiem zawsze zawiera czynnik agresywny czy w stosunku do innych czy do samego siebie.

Samobójstwa zdarzają się również w grupie LGBT, ale też wśród imigrantów, mniejszości kulturowych czy etnicznych. Np. mamy duży odsetek samobójstw wśród Indian przebywających w rezerwatach. Stracili oni swoje wartości, przebywają na ograniczonym terenie, często popadają w alkoholizm.

Brak akceptacji?

Też. Oraz zawiedzione nadzieje dotyczące np. operacji zmiany płci, jeśli rozmawiamy np. o transwestytach.

Pacjenci onkologiczni zmagający się bólem również myślą o samobójstwie.

W grupie ryzyka są również osoby starsze, samotne, które zatraciły sens życia, z którym po prostu przestały sobie radzić. Do tego dochodzi często długa choroba, poczucie bycia ciężarem. O samobójstwach wśród osób starszych po 60 roku mówi się mało, a to jest ogromny i narastający problem. Choroba, bieda i samotność prowadzą do poczucia braku sensu życia.

Mężczyźni odczuwają go częściej niż kobiety?

Tematem tegorocznej kampanii: "Męska sprawa" są mężczyźni. Bo na 15 samobójstw dziennie w Polsce, 12 popełniają mężczyźni. Co 60 sekund na świecie ginie mężczyzna śmiercią samobójczą. Na mężczyznę nałożona jest duża presja społeczna: opieki nad domem, spełnienie zawodowego.

Mężczyźni rzadko rozmawiają o problemach tak, jak robią to kobiety. Facet z kolegami rozmawia o pasji, sporcie, pracy, ale nie o problemach. W konsekwencji ze swoim problemem zostaje sam, przez co zawęża mu się perspektywa i wydaje mu się, że nie ma innego wyjścia. Dochodzi do stanu presuicydalnego: odcięcia od przyjaciół, rodziny, pojawiają się fantazje samobójcze, zawężenie świata wartości, obniżenie poczucia własnej wartości.

Co czuje potencjalny samobójca?

Że jest beznadziejny i nie ma sensu planować przyszłości.

A dzieci? Jak 7 czy 8 – latek może wpaść na taki pomysł?

Do niedawna nie mówiono o dziecięcej depresji, a to zjawisko występuje coraz częściej.

Internet jest źródłem wielu zagrożeń. Może pomóc, ale zawiera również m.in. patostreamy, czyli treści patologiczne transmitowane na żywo. Możemy w nim znaleźć samobójstwa on-line. Uwaga na fora, gdzie zamiast pomocy, można trafić na tzw. podszeptywaczy śmierci, którzy zachęcają do samobójstw lub drwią.

Podszeptywacze śmierci? Co to za zjawisko?

W USA była głośna sprawa pielęgniarki, która na czatach dla samobójców oferowała pomoc on -line. Tą pielęgniarką okazał się 45-letni mężczyzna, który miał na koncie kilkanaście osób, których skłonił do samobójstwa.

Jak pomóc osobie, która czuje, że znalazła się pod ścianą i straciła sens życia?

Samobójca zawsze daje jakieś znaki. To nie spada z nieba.

Jakie znaki?

80 proc. samobójców wspomina o tym w sposób dosłowny lub metaforyczny że chce odebrać sobie życie.

Ale nikt nie bierze tego na poważnie.

Bo funkcjonuje stereotyp, że ten, kto dużo mówi, ten tego nie zrobi. I to jest błąd. Wielu samobójców czasem metaforycznie, czasem w kłótni lub po alkoholu o tym wspomina. Kiedy ktoś co jakiś czas powtarza: "rzucę to wszystko i się zabiję", to nie wolno nam tego ignorować.

Druga sprawa: każdy z nas ma inną odporność i inny zasób energii w sobie. Nie zawsze ona jest odnawialna. Jedna osoba przeżyje rozwód i poradzi sobie, dla kogoś innego świat się zawalił i nie ma już sensu żyć. Jeśli wiemy, że ktoś w naszym otoczeniu przeżył traumatyczną sytuację, nie bądźmy obojętni i okażmy mu wsparcie.

Trudno jest rozmawiać o trudnych sprawach.

Czasem wystarczy obecność drugiej osoby. Najczęstszym błędem jest to, że nie patrzymy na siebie. Nie dostrzegamy zmian w zachowaniu, w charakterze. Ktoś przestaje dbać o siebie, nie odzywa się, jest smutny. Choć nie zawsze jest to oczywiste. Są osoby, które chorują na tzw. depresję maskowaną - pozornie funkcjonują dobrze.

Należy pytać o myśli samobójcze?

Tak. Mitem jest to, że należy unikać tego tematu. Jeśli podejrzewamy, że ktoś ma takie myśli, wyobraźmy sobie, w jak trudnej sytuacji jest taki człowiek. Problem alkoholowy, narkotyki są społecznie bardziej akceptowalne niż próby samobójcze. Nie mamy wypracowanej reakcji na informację, że ktoś chciał się zabić.

Jak reagować w takiej sytuacji?

Nie okazywać strachu i nie bagatelizować. Nie pocieszać w taki sposób: daj spokój, co ty masz za problemy, ktoś ma większe albo: jutro będzie lepiej. Odwrotnie. Zapytajmy: od kiedy, czy często o tym myślisz? Co doprowadza cię do takich myśli? Czy możemy jakoś pomóc? Nie bójmy się takich słów: "zależy mi na tobie". Powiedzmy: "zadzwoń do mnie, jak będzie ci źle".

Kryzys samobójczy jest jak temperatura; myśli samobójcze nadchodzą, w pewnym momencie jest ich bardzo dużo. Nie bójmy się zwracać o pomoc do lekarzy, psychologów.

Jakich błędów unikajmy?

Nie wyśmiewajmy i nie bagatelizujmy. To jest częsty błąd rodziców wobec dzieci. A jeśli dołożymy do tego siłę hejtu internetowego, to dziecko może nie wytrzymać. Nie oceniajmy czyiś problemów. Każdy z nas jest takim małym etykiem.

W małych miejscowościach wciąż się mówi: tylko wariaci chodzą do psychologa. Psycholog jest traktowany jak egzorcysta lub gorzej. Nie bójmy zwracać się o pomoc, po to są telefony pomocowe.

Osobie w kryzysie pomóc jest trudno.

Zgadza się. Dlatego tak ważne jest, abyśmy stwarzali sieć pomocową. Zastanówmy się, kto jest ważny dla osoby o myślach samobójczych i poprośmy o jej wsparcie. Czasem trzeba zamieszkać z taką osobą.

Trudnym momentem jest wyjście ze szpitala psychiatrycznego. Wydaje się, że kryzys jest zażegnany, a tak nie jest. Pomagając innej osobie, pamiętajmy również o sobie, aby mieć siłę do udzielania tej pomocy.

Samobójstwo to impuls czy efekt długich rozmyślań?

Zawsze jest przeszłość i ileś czynników. Mamy trudne dzieciństwo, może problemy z używkami, śmierć kogoś bliskiego, utratę pracy, a na końcu utratę ukochanego psa. Przyczyną nie jest ten ostatni czynnik, to zdarzenie może być tę kroplą, która przepełnia czarę.

Jak pomagać rodzinom, które przeżyły taką śmierć bliskiej osoby? Samobójstwo jest czymś wstydliwym, piętnującym, jak kiedyś trąd.

Nie ma słów, żeby pocieszyć w takiej chwili. Śmierć samobójcza jest traumą dla rodziny. Pojawia się poczucie winy i setki pytań – dlaczego? Listy zostawia zaledwie do 12 do 30 proc. samobójców. W takim momencie najważniejsza jest obecność bliskich. Wystarczy być z tymi rodzinami, trzymać za rękę, pozwolić się wypłakać. Wytrzymać to.

Mamy pojęcie zmiany książki telefonicznej. Te osoby, na które liczyliśmy – nie dzwonią. Dzwonią inne.

Wiele osób nie jest w stanie sprostać pocieszeniu rodziny po stracie samobójczej. Dlatego tak ważna jest akceptacja wobec traumy i nieocenianie jej. Mamy stereotypy: jak popełnił samobójstwo to jest to patologiczna rodzina, jacyś wariaci. Metkujemy i upraszczamy, a zapominamy o cierpieniu tych ludzi.

Jak długo wychodzi się z takiej traumy?

Miesiącami, a czasem latami. Osoby bliskie znajdują się w grupie osób podwyższonego ryzyka. W przyszłości również mogą popełnić samobójstwo. Są przypadki rodzin z kilkoma samobójstwami z rzędu.

Latami przygotowujemy się, żeby ratować ludzkie ciało. Mamy studia medyczne, apteki. A uratować człowieka, to uratować jego duszę i chęć do życia. To jest najtrudniejsze. Trzeba im stwarzać na nowo sens życia.

Pytanie, czy sens życia może stworzyć otoczenie. Czy nie wynika ono z naszego wnętrza i umiejętności budowania go?

Tak. Każdy z nas jest inny. Jeden ma ten sens w sobie, inny nie. Ale zawsze możemy otwierać perspektywy.

Osoba przed samobójstwem znajduje się w stanie zawężenia dynamicznego: nie widzi pespektyw. Poprzez rozmowę, możemy pokazać, ile życie stawia możliwości. Każdy dzień może przynieść coś nowego.

Czy sens mamy w sobie? My go budujemy, a nie otrzymujemy na starcie, jak oddech (jak mawia prof. Zenon Hołyst) . Budujemy go za pomocą doświadczeń, rozmów w ludźmi, przeżyć, podróży.

Osobę, która straciła sens życia, możemy postawić w takiej sytuacji, która pomoże go jej odbudować: pokażmy coś nowego, porozmawiajmy, zabierzmy taką osobę gdzieś. Poświęćmy swój czas, ofiarujmy empatię i cierpliwość.

Każdy z nas może uratować ludzkie życie. Tu nie potrzeba wykształcenia lekarzy. Pytanie, czy nam się chce, czy umiemy rozmawiać z drugim człowiekiem.

A umiemy rozmawiać? Komunikujemy się poprzez Internet, sms-y i media społecznościowe, ale nie jest to rozmowa.

Komunikowanie się 24/24 on-line daje złudzenie rozmowy. Zbliża nas do siebie geograficznie, ale kiedy stukamy maile, sms-y, nie ma tam naszych emocji. Próbujemy wspierać się emotikonami, ale to zaczyna być jak z pismem jaskiniowca. Posługujemy się symbolem, mając problem z opowiedzeniem i zdiagnozowaniem tego, co czujemy. Czym jest łza wyrażona emotikonem, a czym łza przyjaciela, z którym rozmawiamy i którego przytulamy. Jako ludzie stawiamy się w nieludzkich sytuacjach.

Nie chcę oceniać przeniesienia naszych relacji w świat wirtualny. Są ludzie, którzy mówią: mam więcej przyjaciół. Jednak zmieniła się ich jakość i na pewno mają z tym problem młodzi ludzie, którzy przestają czuć różnicę między emocjami wyrażonymi na Instagramie czy czacie, a emocjami wyrażonymi bezpośrednio.

Te pierwsza są ulotne i waga ich jest inna.

Urywki, skróty językowe. Mało samego języka, jakieś emotikony.

Czy ten sposób komunikowania zauważa Pani w listach samobójców, które Pani analizuje?

Te listy nie są ani romantyczne, nie ma tam wierszy.

Chyba jest w nich dużo goryczy?

One są przede wszystkim bardzo proste. Często zawierają jedno słowo: przepraszam lub są instrukcjami obsługi, co należy robić: zadzwoń to, załatw tamto, spłać ten dług, pochowaj mnie tak i tak. Są też agresywne, z wymówkami. Są to proste formy, często pojawiają się rysunki: jak serduszka i buźki dla synka od matki, która chce się zabić.

Coraz częściej są to listy zostawiany w internecie: filmiki, posty w portalach społecznościowych. Tutaj zmienia się funkcja. Listy na papierze znajdowaliśmy w momencie, kiedy osoba była już martwa, a te w internecie odczytujemy w momencie, kiedy taka osoba jeszcze żyje. Możemy jej zatem jeszcze pomóc. Są takie przypadki, jak uratowanie osoby po IP komputera przez policję, która dotarła na tory i zapobiegła samobójstwu.

Historia dająca nadzieję.

Tak. Jednak powrót do społeczeństwa niedoszłego samobójcy jest niezwykle trudny. Nie mamy żadnego rytuału powrotu dla osoby, która to społeczeństwo odrzuciła, odrzuciła bliskich.

Co jest najważniejsze w prewencji?

Powtarzajmy: samobójstwo nie jest sposobem na rozwiązaniem problemów. Jest końcem, a nie rozwiązaniem. Nie jest czynem ani bohaterskim, ani romantycznym. Jest momentem kryzysu i ucieczką od bólu, który wprawi naszych bliskich w rozpacz i traumę.

Wiele prób samobójczych kończy się kalectwem: paraliżem, chorobą. Jest gorzej niż przedtem.

Budowanie mitów wokół samobójstw jest problemem.

Sam moment popełniania samobójstwa jest też strasznym bólem, często nie do wytrzymania, które kończy wszystko, bywa brudne i brutalne.

Tak. A przedstawiane jest często jako akt romantyczny, coś w rodzaju miłego zaśnięcia. Tak nie jest. U samobójcy chęć życia i chęć śmierci to taka walka non-stop. Druga osoba może pomóc wygrać tę walkę.

Ludzie nie zabijają się dlatego, że chcą śmierci, ale dlatego, że nie mogą już żyć. Nie są w stanie. O tym pamiętajmy, bo wtedy możemy wyciągnąć rękę i pomóc tej osobie. Życie warte jest rozmowy.

Halszka Witkowska - suicydolog, członek Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, członek Zespołu roboczego ds. prewencji samobójstw i depresji przy Radzie do spraw Zdrowia Publicznego w Ministerstwie Zdrowia. Pomysłodawczyni i koordynator kampanii Życie warte jest rozmowy. Zajmuję się badaniem listów pożegnalnych i wizerunkiem samobójcy w kulturze współczesnej.

Numery pomocowe dla osób w kryzysie psychicznym oraz dla tych, którzy chcą pomóc innym:
Centrum wsparcia 24 h 7 dni w tygodniu: 800-702-222 lub 116-111 numer przeznaczony dla dzieci i młodzieży należący do Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę

Expose premiera - orto najważniejsze obietnice Morawieckiego

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie