Szef resortu środowiska mówi, że wiatraki się nie opłacają. Eksperci: „To nieprawda”

 fot. Krzysztof Piotrkowski/Gazeta Pomorska/Polska Press

Leszek Rudziński

Minister środowiska Henryk Kowalczyk przekonywał na antenie TVN24, że prąd z elektrowni wiatrowych, usytuowanych na lądzie jest „niestabilny” i w związku z tym nieopłacalny. Część ekspertów nie zgadza się jednak z ministrem i przekonuje, że nowoczesne technologie pozwalają magazynować dużo więcej energii, niż twierdzi szef resortu środowiska.

Zapowiedź ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, który oznajmił, że elektrownie wiatrowe powoli będą „wygaszane” (później resort wycofał się z tego twierdzenia) wzbudził ostrą dyskusję wśród przedsiębiorców z branży energetycznej.

Atmosferę podgrzał dodatkowo minister środowiska Henryk Kowalczyk, który z kolei oznajmił, że prąd z elektrowni wiatrowych, usytuowanych na lądzie jest „niestabilny” i nieopłacalny. - Na lądzie elektrownia wiatrowa jest wydajna generalnie w 20-procentach swojego czasu, co piątą godzinę pracuje efektywnie, natomiast cztery godziny ta praca jest nieefektywna, więc tak i tak muszą być w pogotowiu elektrownie węglowe, produkujące prąd, aby w razie braku wiatru zapewnić energię – przekonywał w TVN24.

Branża OZE (odnawialne źródła energii), wraz z częścią ekspertów uznały te wypowiedzi za „radykalne”, dając do zrozumienia, że energia pozyskiwana dzięki elektrowniom wiatrowym na lądzie jest obecnie na tyle tania, iż powinna być dalej rozwijana. - Jeśli chodzi o zakres możliwości wykorzystania wiatraków umieszczonych na lądzie, nie jest prawdą, że mogą one być wykorzystywane jedynie przez 20 proc. czasu - to nieaktualne i stare dane nieuwzględniające postępu jaki w tym zakresie zachodzi. Już obecnie dostępne technologicznie wiatraki mają możliwość wykorzystania czasu w 30 a nawet 45 proc., a postęp w rozwoju tych technologii jest ogromny – mówi w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Dominik Gajewski, ekspert w Departamencie Energii i Zmian Klimatu Konfederacji Lewiatan.

Gajewski podkreśla, że możliwość wykorzystania wiatraków na ladzie będzie rosła i to sposób bardzo znaczący, tak jak to się dzieje na całym świecie. - Jeżeli weźmie się dodatkowo pod uwagę okoliczność, iż nowoczesne formy magazynowania energii rozwijają się równie szybko, fakt blokowania rozwoju lądowych farm wiatrowych jest nieodpowiedzialnym posunięciem. Zupełnie pominięta jest możliwość „repoweringu”, czyli zastępowania starszych elektrowni wiatrowych przez nowe, które mają większą moc zainstalowaną lub większą wydajność, które w efekcie przynoszą wzrost produkcji energii netto. Należy postulować zmianę zapisów PEP (polska Energetyka PRO) w tym zakresie – mówi ekspert.

Wydaje się, że sam rząd do końca nie wie co zrobić z wiatrakami. Minister Tchórzewski, mówiąc o konieczności rezygnacji z naziemnej energii wiatrowej, przypomniał, że w szeregach „ruchów antywiatrakowych” znalazło się 100 tys. osób. - PiS w kampanii musiał się z tym liczyć i stąd inny kierunek rozwoju (...) Atom gwarantuje nam osiągnięcie satysfakcjonującego celu emisyjnego - tłumaczył minister.

Miast lądowych wiatraków w miksie energetycznym (różne źródła energii mające zaspokoić zapotrzebowanie Polski na prąd) miałaby znaleźć się fotowoltaika (wykorzystanie energii słonecznej) oraz wiatraki usytuowane na morzu.

Gdy medialny szum wokół likwidacji wiatraków zaczął narastać, do słów swojego przełożonego – ministra Tchórzewskiego – postanowił odnieść się wiceminister energii Grzegorz Tobiszewski. Przekonywał, że słowa ministra zostały źle zinterpretowane. - Pojawiły się komentarze, że administracyjnie w Polityce energetycznej kosztem budowania nowej nogi, czyli offshore (wiatraki w morzu) planujemy wyhamowanie wiatraków na lądzie. To są nieprawidłowe sformułowania. Budujemy drugą nogę nie po to, by amputować pierwszą. (…) Byłoby nieracjonalnością amputowanie tego, co nam się dobrze rozwija – mówił wiceminister.

Słowa ministra środowiska o tym, że energia pozyskiwana z wiatraków jest nieefektywna, są nieprawdą. Zdaniem ekspertów nowoczesne wiatraki mogą zapewnić dużą wydajność energetyczną i stały dopływ prądu.

Wideo

polecane: Flesz: Koniec świata jest blisko? Kilka już za nami...

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

07.01.2019, 08:26

A ile z wiatraków montowanych u nas to te nowoczesne konstrukcje?

Co z pozostałym 55% czasu? Pół biedy, jeżeli to cykl dobowy, gorzej, jeżeli tydzień jest produkcja, tydzień jej nie ma - tyle prądu nie da się tanio zmagazynować, aby zapewnić ciągłość.

W systemie energetycznym kraju elektrownia deklaruje produkcję na miesiąc do przodu - farmy wiatrowe też to potrafią czy potem powodują nagłe i losowe niedobory bądź nadwyżki prądu w sieci? Dopasowanie do ogólnopolskiego planu sporo kosztuje i to nie właścicieli wiatraków...

Wiele wiatraków stawianych było bardzo blisko zabudowań mieszkalnych - ciągły hałas (także poniżej progu słyszalności) i migotanie słońca zasłanianego chwilowo przez łopaty. To nie wydaje się straszne, ale na dłuższą metę jest bardzo uciążliwe i podobno negatywne dla zdrowia.

25.12.2018, 21:02

niech spierdalaja z tymi wiatrakami !!!

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie