Wszystko o "rejestrze pedofilów", w którym nie ma pedofilów. Kto jest w rejestrze przestępców seksualnych?

Fot. Marcin Koziestanski Polska Press

Marcin Rybak

Kto wpisuje skazanych do rejestru przestępców seksualnych? Wicemarszałek Senatu Adam Bielan przypomniał ostatnio w telewizyjnym wywiadzie, że robi to sąd. Jednak zgodnie z prawem sąd ma związane ręce i musi dokładnie realizować przepisy ustawy. Margines swobody jest bardzo wąski.

Kolejny raz wróciła dyskusja na temat dostępnego publicznie rejestru sprawców przestępstw seksualnych oraz pytania dlaczego nie ma w nim „księży pedofilów”. Jeden z publicystów napisał nawet, że „Ziobro wykreślił z rejestru księży pedofilów”. To nie tak. W publicznie dostępnym rejestrze „pedofilów” nie ma w ogóle. Ani księży ani murarzy. Wyjątek uczyniono dla pedofilów-recydywistów. Ci w publicznym rejestrze są. Ale tylko jeśli skazano ich po 1 października 2017 roku. Tak wynika z ustawy z dnia 13 maja 2016 r., która wprowadziła rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym.

Mówiąc „pedofile” mamy na myśli osoby winne seksualnego wykorzystywania dzieci. Czyli sprawców przestępstw z art. 200 kodeksu karnego z 1997 roku i art. 176 kodeksu karnego z 1969 r. (obowiązywał do końca 1996 roku). Osoby skazane za te właśnie czyny (wśród nich księża) przed 1 października 2017 roku w ogóle w rejestrze się nie znaleźli. Skąd ta data? Bo wtedy weszła w życie ustawa wprowadzająca rejestr.

Ustawa o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym przewiduje dwa rodzaje rejestrów: jawny (publikowany na stronie ministerstwa sprawiedliwości) i niejawny (dostępny wyłącznie dla policji i innych służb oraz instytucji zatrudniających do opieki nad dziećmi).

Kto jest w rejestrze przestępców seksualnych?

Osoby skazane przed 1 października 2017 zostały wpisane do rejestru jeśli popełniły konkretne, wymienione w ustawie przestępstwa:
a. gwałt na małoletnim młodszym niż 15 lat lub gwałt ze szczególnym okrucieństwem
b. gwałt na małoletnim od 15 do 18 roku życia
c. gwałt na małoletnim (poniżej 18 roku życia) popełniony pod rządami kodeksu karnego, który obowiązywał do końca 1996 roku.
d. gwałt zbiorowy albo ze szczególnym okrucieństwem popełniony pod rządami kodeksu karnego, który obowiązywał do końca 1996 roku.

Z tej listy do rejestru dostępnego publicznie, dla każdego internauty, wpisywano skazanych z punktu a i d. Przykład: w internecie nie znajdziemy wrocławskiego księdza (dziś już byłego księdza) Pawła K. Został skazany w 2015 roku za seksualne wykorzystywanie chłopców, w tym za gwałt na jednym z nich. Ale chłopiec miał więcej niż 15 lat. Ksiądz Paweł widnieje zatem zapewne w rejestrze, ale w jego części niejawnej.

Kilka dni temu w telewizji TVN 24 Monika Olejnik poruszyła kwestię rejestru w rozmowie z wicemarszałkiem Senatu Adamem Bielanem z PiS.

- Adam Bielan: Ujawniamy na przykład rejestr pedofilów, co pomaga w prewencji.
- Monika Olejnik: Nie ma tam księży, którzy występują na liście fundacji „Nie lękajcie się”.
- Adam Bielan: A wie pani kto decyduje o wpisie do rejestru?
- Monika Olejnik: Kto?
- Adam Bielan: Sąd.

To nie sąd, a ustawa decyduje o tym, kto w rejestrze się ma znaleźć, a kto nie. Sąd w niewielkim zakresie może mieć wpływ na to, kogo z rejestru wykreślić. Rejestr prowadzi Ministerstwo Sprawiedliwości i dostępny jest na jego stronie internetowej. Księża-pedofile oraz pedofile-murarze, bez zawodu i inni skazani przed październikiem 2017 nie znaleźli się w ustawie, bo tak chciał ustawodawca, czyli Sejm i Senat. I taką ustawę podpisał Pan Prezydent.

Inaczej rzecz się ma ze skazanymi po październiku 2017. Ci w rejestrze się znajdą. Ale w jego publicznej części będą sprawcy gwałtów na dziecku młodszym niż 15 lat, gwałtów ze szczególnym okrucieństwem oraz recydywiści - sprawcy innych przestępstw seksualnych.

Co ciekawe, kiedy pracowano nad projektem ustawy w parlamencie, nikt nie zwracał uwagi na problem księży-pedofilów.

W stenogramach z prac sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka nie znaleźliśmy debaty o tym, czy nazwiska i zdjęcia duchownych seksualnie wykorzystujących dzieci powinny być publicznie dostępne. Dyskutowano raczej o tym czy w ogóle potrzebny jest rejestr publiczny. Zastanawiano się nad tym czy wpisywać do niego osoby skazane przed wejściem w życie ustawy. Czyli przed 1 października 2017 roku.

Wątpliwości czy rejestr w ogóle jest potrzebny, zgłaszało Biuro Analiz Sejmowych. „Trudno uznać za trafny pogląd wyrażony w uzasadnieniu projektu, że „w obowiązującym stanie prawnym brak jest wystarczających środków umożliwiających realną kontrolę sprawców przestępstw na tle seksualnym (…)” - przeczytać można w opinii Biura.

Padł nawet wniosek poseł Zofii Czernow (PO) o rezygnację z rejestru publicznego. „Uważam, że ten Rejestr publiczny bardzo mocno ingeruje w prawa jednostki i narusza dwa artykuły konstytucji, ponadto jest też niebezpieczny dla ofiar przestępstw, bowiem stygmatyzuje te ofiary” - przekonywała Pani poseł.

Wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki (Zjednoczona Prawica) odpowiedział: „jeżeli wyszlibyśmy z założenia, że wykreślamy Rejestr publiczny, to przede wszystkim uderzamy w ideę tej ustawy, która ma na celu stworzenie dla państwa środka prewencyjnego, aby w lepszy i skuteczniejszy sposób społeczeństwo mogło się bronić przed przestępstwami o charakterze seksualnym”. I dodał, że problem „stygmatyzacji ofiary” rozwiąże zapis dający sądowi prawo wykreślenia z rejestru osoby sprawcę, jeżeli publiczna informacja na jego temat groziłaby ową „stygmatyzacją”.

„Proszę państwa, pierwsza sprawa jest taka, że nie możemy ciągle mówić w ten sposób, że to będą rozstrzygać sądy, bo wiadomo, jakie mamy sądy. Czy to się komuś podoba czy nie, to tak to wygląda” – to słowa, jakie wypowiedział poseł Jerzy Jachnik z klubu Kukiz 15 w czasie obrad sejmowej komisji. Ustawa jest skutkiem takiego sposobu myślenia. Sądy muszą wpisać do rejestru każdego, o kim mówi ustawa. I tylko w wyjątkowych wypadkach mogą go z rejestru wykluczyć. Z rejestru jawnego można być wykreślonym tylko z jednego powodu: dobro nieletniej ofiary.

Sąd miał jeszcze jedno uprawnienie. Osoby wpisane do rejestru miały dwa miesiące na złożenie wniosku o ich wykreślenie. Wrocławski Sąd Okręgowy tak zinterpretował przepisy ustawy, że wykreślał wszystkich, którzy się zgłosili, a którzy byli skazani przed 1 października 2017. Uznał bowiem, analizując jej zapisy, że takich osób w ogóle nie należy wpisywać. Bo inna interpretacja ustawy byłaby niezgodna z konstytucją.

Niedawno Sąd Najwyższy uchylił jedną z takich decyzji wrocławskiego Sądu Okręgowego. I nakazał wpisane do jawnego rejestru uczestnika gwałtu zbiorowego.

Więcej na temat:

Komentarze

4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

07.08.2019 12:40:48

Czyli kolejny PISi bubel PISany gdzieś w ciemnym kącie na kolanie, w pośpiechu, bo autora cisnęło do kibla!

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na demaskator24@polskapress.pl

Masz materiał do sprawdzenia?

Prześlij do nas informacje, które weźmiemy pod lupę

Czytaj także

Polecane dla Ciebie